Przemoc w związku

Przemoc w związku, Płynie z kilku źródeł. Z jednej strony wynika z barku umiejętności panowania nad sobą, nad swoimi emocjami, złością. Z drugiej wiąże się z przekonaniami danej osoby dotyczącymi tego jakie są role mężczyzny i kobiety, co jest w związku dozwolone, jak się rozwiązuje sytuacje konfliktowe. Czasem też choć nie zawsze przemoc łączy się z nadużywaniem alkoholu, ale nie jest to warunek konieczny aby do przemocy – bicia, wyzywania, ograniczanie wolności osobistej, dochodziło.

Ważne jest to, że problem przemocy nie dotyczy jakiejś jednorazowej sytuacji. Oznacza to, że jeśli raz do przemocy doszło, to jest bardzo prawdopodobne, że dojdzie do tego w innych okolicznościach.

Przemoc też nie wynika bezpośrednio z tego co robi osoba, doznająca jej. Mimo, że osoba ta słyszy “to przez Ciebie straciłem panowanie nad sobą, gdybyś robiła (robił) coś inaczej, nie doszłoby do tego” – nie jest to prawda. To jest przeniesienie uwagi z zachowań jednej osoby, na zachowania drugiej. Oznacza to, że sytuacja przemocowa się nie zmieni, jak osoba ją stosująca, nie podejmie głębszej pracy nad sobą (nad zmianą swoich przekonań i nad wytrenowaniem umiejętności radzenia sobie z emocjami).

Dopóki to się nie stanie, w związku będą powtarzać się cykle przemocy czyli następujące po sobie “burze” i okresy spokoju.  Gdy emocje opadną osoba, stosująca przemoc, zazwyczaj stara się w jakiś sposób wynagrodzić to co się stało, więc jest to okres wzbudzający nadzieję i powstrzymujący przed jakimiś radykalnymi zmianami np. przed rozstaniem się. Ale samo przeproszenie i wynagradzanie przez jakiś czas nie rozwiązuje problemu, trwa dotąd dopóki nie zaistnieje coś co znowu wyprowadzi z równowagi. Sytuacje przemocy będą się powtarzać i eskalować w czasie. Wyzywanie może zmienić się w  popychanie i szarpanie, a to w regularne bicie.

Pomoc psychologiczna on-line

05/06/2009 @ 11:22 Justyna

Witam

Mam wieli problem.Mam 24 lat żyje z męszczyzną który ma 42.Jestesmy w zwiąsku 6 lat mamy 2 małych dzieci.Od 3 lat w moim związku wszystko się zmieniło mój partner zaczą mnie bic ale od 3 miesięcy juz tego nie robi ale nadal prawie co dzien okrutnie wyzywa, mówi że jestem nikim,zerem, nic nie warta że jestem k… i tak dalej.On zarabia na nas ja siedze w domu z dziećmi i mówi on że może wszsystko, żebym nie pyskowała, od 4 lat chodze w tych samych ciuchach.Teraz mieszkamy za granicą ale wczesniej w polsce był i jest strasznie o mnie zazdrosny zakazdym razem jak wyjde z domu do sklepu i spuznie sie 2 minuty on zaraz mnie wyzywa i mówi ze znów z kims spałam,to strasznie boli za każdym razem jak on mnie tak taraktuje,wogóle nie liczy się z moim zdaniem , zabronił mi wydywac sie ze znajomymi z moją rodzina i tak od 3 lat siedze 24 godziny na dobe w domu z dziecmi.On mówi że ma szkołe bo jest po studiach a ja tylko podstawówke ukonczyłam bo zostałam zgwałcona ,no i oczywiscie wie o gwałcie ale mówi że to moja wina że sama im dałam a puzniej wsadziłam do więzienia i tak przez cały czas, próbowałam odchodzic ale ciągle wracałam bo mówił że już nie bedzie,zawsze mijały 3 dni jak wszystko było tak samo.W polsce robił mi takie numery jak chciałam odejsć to wybiegał z moim 3 letnim synkiem na klatke schodową i krzyczał na głos że znęcam się nad dziecmi , że je bije ale on wie dokładnie ze nigdy tak się nie zdarzyło, znajomym swoim opowiada że jestem tą najgorsza,i że jak odejde odbierze mi dzieci,nigdy nie był dobrym tatą gdy dzieci do niego podchodza żeby cos się zapytać on odrazu je wygania że chce mieć cisze , że nie ma czasu bo ciągle siedzi przed komputerem jak wróci z pracy.Syn mój go bardzo kocha.Nawet jak nie chce uprawiac sexu i ide do swojego pokoju on potrafi za 5 minut wtargnąc z dzwiami i znow mnie wyzywac jaką ja jestem k… ze innym daje a jemu nie chce, kiedys nawet kopną mnie w żebra.Moją rodzine też wyzywa,jak przychodzi z pracy prawie ze mna nie rozmawia tylko jak mu w grze inline przeszkodze czyli jak się odezwe zarar robi mi awanture.W polsce mialam 1 problem kiedy on wyjechał za granice raz zostawiłam dzieci na 1 godzie jak spały wyszłam bo on wydzwaniał ze mam przyjsc do kafejki z nim przez internet pogadac,a to ze ja sie go boje poszłam,i gdy byłam w kafejce moje dzieci sie obudziły i strasznie płakały,policja przyjechała, a ja miałam sprawe sądową-ograniczyli mi praa rodzicielskie.I teraz boje sie odejsc od niego boje sie że zabierze mi dzieci, ze zrobi im i mi krzywde, ze gdzie je bede mieszkała z dziecmi i jak zdobędę prace. To wszystko sprawia ze coraz częsciej mysle o samobujstwie z każdym dniem jest ze mną coraz gorzej, juz wypadają mi włosy , obgryzam paznokcie, pale około 30 papierosów dziennie.Chodze ulicami i widze jak ludzie się smieją przypominam sobie że ja też kiedys się usmiechałam bardzo często . Ale te czasy mineły mam już dosc i niewiem jak z tego wszystkiecgo wybrnąc moje zycie to koszmar z każdym dniem uswiadamiam sobie ze zeczywiscie jestem nikim. Najgorsze jest to ze już nawet nie mam nadzieji.Wiem że potrzebuje pomocy nie tylko takiej zeby sie z tego koszmaru wydostać potrzebuje jeszcze ogromnej pomocy dla siebie (chyba psychiatri) bo jest we mnie tyle gniewu ze kiedys zrobie krzywde sobie albo jemu.

Prosze doradzcie mi cos!
__
I chciałabym dodać że ponoc miał przedemną 3 żony. Ale chodzi najbardziej o to jak się czuje- czuje sie jak 70 letnia babcia.Czuje jak mi życie ucieka ,brakuje mi bardzo normalnego życia, chciałabym się usmiechać , rozmawiać ze znajomymi, chciałabym zebym żeby wkoncu przestał.Próbowałam z nim rozmawiać ale on sie zachowuje jagby wszystkie rozumy zjadł, on wie wszystko tak zawsze mowi ! Jest zajęty tylko sobą ubiera sie w najdroższe ciuchy, w domu ma byc tak jak on powie decyduje nawet jakie mam majtki nosić, kiedy ja z dziecmi mamy sie usmiechac a kiedy nie. Dzieci się smijeja tao mówi że jest za głosno ja nie wim jak z tego wszystkiego wybrnąs a strach opętał mnie całą. Żyje juz jak kukła na rozkazy i tylko rozkazy- ciagle mam byc cicho a to mnie juz tak zmęczylo niewiem co dalej…… Co dale? czasem mysle ze to zbedne pytaie.
__
Z tego powodu wpadam w głębokie spiączki, czasem nie potrafie powstrzymac sie by nie zasnąć

05/06/2009 @ 23:12 kalinowska

Witam,
Justyno, wejdź na stronę Stowarzyszenia na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie “Niebieska linia” znajdziesz tam bezpłatną telefoniczną i mailową
pomoc – zarówno psychologiczną jak i prawną.

Znajdziesz też trochę informacji odnośnie problemu przemocy w rodzinie. Dowiesz się np. o cyklach przemocy – co pozwoli Ci zobaczyć czasowe polepszenie sytuacji jako element większej całości – cyklu przemocy i będzie Ci łatwiej wytrwać w podjętych działaniach. Np. piszesz, że odchodziłaś i wracałaś bo on coś obiecał. Tego rodzaju obietnice są typowym zjawiskiem w przypadku przemocy i raczej nie powinno się na nich budować swojego bezpieczeństwa

Dowiesz się z tej strony też jak możesz zadbać o swoje bezpieczeństwo, a także jakie są przepisy prawne, jak wyglądają sprawy sądowe i wzory pism procesowych.

Na pewno byłoby dobrze jakbyś miała możliwość spotkania się z psychologiem. W sprawie “ataków śpiączki” możesz szukać pomocy u psychiatry.

03/07/2009 @ 16:59 Emi

Witam.
Od dwóch lat mam bardzo poważny problem. Dotyczy on mojego związku. Otoż mój chłopak w trudnych chwilach bardzo źle mnie traktuje, a dokładnie dzieje się to wtedy, kiedy się kłócimy. Mówi na mnie,że jestem dz…,k… i wiele innych najgorszych. Kiedy się pogodzimy mówi,że bardzo tego żałuje i że tak nie myśli. Mówi,że bardzo mnie kocha, ale mówi również,że w największych nerwach mógłby nawet mnie udeżyc. Powiedział,że sama sobie na to zasłużyłam poprzez pocałunek z innym chłopakiem. Czasem myślę żeby go zostawic, jednak nie mam odwagi,ponieważ grozi mi,że kiedy go zostawię nie będę miała życia, że mnie ośmieszy, że nie będę mogła pokazac się w mieście w którym on mieszka. A najbardziej boję sie tego,że przyjedzie do mnie do domu i wyzwie mnie w obecności rodziny, sąsiadów i innych,będących w tym czasie u mnie, ludziach. Piotr wszystkiego mi zabrania i traktuje mnie jak swoją własnośc. Kontroluje mnie, zabrania mi wszelkich spotkań z koleżankami, nawet nie mogę wyjśc na zakupy bez jego zgody. Nasz związek zaczął się bez żadnego uczucia, po prostu zgodziłam się z nim byc, ponieważ moja koleżanka mnie o to poprosiła(chodziło o to,że ona bardzo chciała byc z kolegą mojego chłopaka i chciała abym jej w tym pomogła będąc z Piotrem). Teraz nie wiem czy czuję coś do niego czy jest to zwyczajne przyzwyczajenie. Często zastanawiam się nad naszą przyszłością i nie raz widzę sens dalszego bycia z nim, jednak praktycznie codziennie chcę się od niego uwolnic. Co mam robic? Jak mam reagowac na jego szantaże, groźby? Czy warto dalej trwac w związku, w którym nie jestem do końca szczęśliwa(napisałam do końca,ponieważ bywaja również takie momenty kiedy brakuje mi go i tęsknie za nim,a kiedy jest przy mnie i się nie kłócimy jest mi dobrze). Bardzo proszę o pomoc, bo raz chcę z nim byc innym razem juz nie i jest to dla mnie skąplikowane.

03/07/2009 @ 19:50 kalinowska

Emi, pytasz czy warto trwać w tym związku, w którym twój chłopak stosuje wobec Ciebie przemoc?
Zachęcam Cię przeczytaj pytanie Justyny z dn.5.06.2009 – znajdziesz tam opis tego jak może wyglądać w przyszłości Twój związek, zastanów się, czy widzisz sens w tym, żeby Twoje życie wyglądało podobnie.
Z tego co dzieje się teraz, łatwo wyobrazić sobie co może być w przyszłości:
Czy chcesz być w swoim małżeństwie znieważana, bita, obwiniana, zastraszana, kontrolowana, zamknięta w czterech ścianach – tak sobie wyobrażasz swoją przyszłość, swoje małżeństwo?
A przecież w większości to już jest obecne w Twoim życiu. Już teraz się boisz powiedzieć NIE, już jesteś kontrolowana. On jeszcze Cię nie bije, ale już to zapowiada, w końcu to zrobi. Teraz jeszcze, nie łączy Was małżeństwo, nie ma jeszcze tych wszystkich zależności jakie pojawiają się, gdy ludzie zawierają związek małżeński – jeśli masz się wycofać, to teraz jest to najłatwiej zrobić. Im bardziej się z nim zwiążesz tym to będzie trudniejsze.
Pytasz: “Jak mam reagować na jego szantaże, groźby?”
To zależy od sytuacji i szczegółowa analiza tego, co Ty, konkretnie możesz zrobić, byłaby możliwa w indywidualnej rozmowie.
Ogólnie, chodzi o to, aby sprzeciwić się takiemu traktowaniu, pokazać swoją siłę i zdecydowanie.
Uleganie mu, wycofywanie się z lękiem, będzie zwiększać, a nie zmniejszać ilość zachowań agresywnych. Jednocześnie Twój lęk będzie rósł, ponieważ każde takie zachowanie on uzasadnia, że to Twoja wina.
To jest nieprawda, on jest agresywny, nie dlatego, że Ty coś robisz nie tak, ale dlatego, że on nie panuje nad swoją złością. Zatem, niezależnie co zrobisz, możesz oberwać. Dlatego nigdy nie będziesz wiedzieć, kiedy i za co Ci się dostanie. Z czasem zaczniesz wierzyć, że to Ty jesteś nie w porządku i będziesz mieć jeszcze mniej rozpędu, aby się bronić.
Więc to co możesz zrobić, to nie zgadzać się na takie traktowanie, sprzeciwiać się. Znaleźć w sobie źródło siły i szacunek do samej siebie.
Myślę, że przydałaby Ci się jakaś pomoc w tym budowaniu pewności siebie, bo w tym co napisałaś widać wyraźnie, że w relacji z innymi ludźmi, nie stawiasz granic, nie sprzeciwiasz się, ulegasz temu czego ktoś inny chce. Np. zgodziłaś się być z kimś do kogo nic nie czułaś, bo Twoja koleżanka Cię poprosiła. Związałaś się z kimś, kogo nie chciałaś żeby jej było łatwiej. Jej potrzeba była ważniejsza dla Ciebie niż Twoja własna. Z tego co piszesz wynika też, że niewiele wiesz o tym, czego Ty sama chcesz. Myślę, że warto abyś zaczęła poznawać siebie, swoje potrzeby.

Poufna rozmowa z psychologiem

 , , , , , , , ,

43 komentarze do Przemoc w związku

  1. Anna 4 grudnia 2009 w 14:29 #

    mam problem z mężem a właściwie oboje mamy problem
    Kochamy się ale nasze kłótnie zabijają nas od środka, mnie bardziej . chcemy przestać i zacząć sprzeczać się na pewnym poziomie ale to tylko obiecanki. Mąż jest strasznie zazdrosny i każdą jego scenę o byle szczegół obracam przeciwko niemu. On wyrzuca mi , że mam nową bluzkę pewnie od :frajera” a ja atakuję go jego własną bronią i krzyczę wtedy że gdyby sam mnie nie zdradzał to nie wymyślałby iż ja to robię. Nigdy nie pomyślałam o zdradzie, myślę że on też nie. Jest jednak w nim coś takiego , że zadręcza mnie i zwyczajnie wkurza swoją podejrzliwością. Potrafimy się kłócić nawet kilka dni i ani ja nie zamierzam odpuścić ani on. Zwykle jednak nudzi mi się walka i zawsze go udobrucham. Epitety jakie sypiemy w swoim kierunku są bardzo, bardzo obraźliwe. Kiedyś nie umiałam tak odpowiadać na wyzwiska ale nauczył mnie ranić słowami po mistrzowsku. Paradoks polega na tym, iż on jest młodszy ode mnie i teoretycznie to ja powinnam być zazdrosna a tak nie jest. Próbowaliśmy kilkakrotnie się rozejść i też nic wytrzymywaliśmy kilka dni bez siebie. Oboje wiemy bowiem , że faktycznie się kochamy i potrafimy też to sobie okazywać. Chyba jesteśmy za silni dla siebie albo trafiła nam się chora miłość. Zauważyliśmy nawet czemu się kłócimy zwykle ja zaczynam wymówki gdy widzę że mąż pije piwo. Ma taki głupi zwyczaj, że wieczorem po całym dniu lubi wypić sobie jedno piwo a ja dostaję szału, wolę dmuchać na zimne nie chcę by wpadł w nałóg , poszedł na ustępstwo i sączy te piwo co drugi trzeci dzień ale też mnie szał bierze. Co mamy zrobić ze sobą? Pomocy

    • Kalinowska 5 grudnia 2009 w 02:23 #

      @Anna
      Pani Anno, to co zwraca uwagę w Pani poście to fakt, że bardzo mocno oboje reagujecie na coś czego nie ma. On zarzuca Pani niewierność, choć Pani go nie zdradza i potraficie się o to kłócić kilka dni. Pani w odwecie za te podejrzenia też zarzuca mu zdradę.
      Pani natomiast zarzuca mężowi uzależnienie, którego nie ma.

      On spodziewa się zdrady i próbuje swoją podejrzliwością “dmuchać na zimne”
      Pani spodziewa się uzależnienia i próbuje kontrolować jego picie aby “dmuchać na zimne”

      W efekcie wasza relacja przypomina pole bitwy, oficjalnie walczycie o coś czego nie ma. Nie ma zdrady, nie ma uzależnienia ale jest nieustanna batalia o to.

      To naprawdę interesujące o co właściwie cały czas walczycie, jaką funkcję pełni walka w waszym związku i co by się jeszcze zmieniło, gdyby jej zabrakło. Tak, tu powstaje więcej pytań niż odpowiedzi.
      Rozważaliście kiedykolwiek terapię małżeńską – skoro chcecie być razem i skoro ciągłe kłótnie nie są tym, czego byście chcieli w związku, to może warto zacząć działać w kierunku uzdrowienia.
      W kierunku lepszego dopasowania Waszych reakcji do tego, co się dzieje między Wami.

      • paulinka21 28 lutego 2010 w 01:52 #

        Mam podobny problem, co Pani Ania, tyle, ze ja nie mieszkam z moim partnerem… Jestesmy ze soba dopiero rok… Przeszkadza mi, ze nie pracuje, tzn pracuje ale na lewo, i kiedy ja siedze w domu np po pracy on szlaja sie wieczorami z kolega i pije. nie zawsze tak jest on twierdzi ze robi tak kiedy sie klocimy. Czesto sama sie nie wysypiam, bo siedze z nim zeby nigdzie nie chodzil… Kiedy mam go tylko dla siebie jest fantastyczny, do rany przyloz. kiedy tylko zaczynamy sie klocic to zamienia sie w potwora, krzyczy, popycha mnie i obraza, tu twierdzi ze to przez to ze jest strasznie o mnie zazdrosny. kilka razy go zostawialam ale po kilku dniach mieklam, Nie chce go starcic bo nie jest madrym facetem i moglby duzo osiagnac tyle ze moze ja popelniam jakis blad i nie potarfie go zmobilizowac. Ja nie umeim z nim rozmawiac, nawet klocic, on krzyczy , ja milcze i placze, on sie wscieka ze z nim nie rozmawiam, czasem mysle ze bledem bylo zwiazanie sie ze starszym facetem o 8 lat….Nie twierdze tez ze jestem swieta bo mam ciezki charakter, ale nie mialabym tez do niego pretensji, ze wychodzi z kolegami gdyby to byli wartosciowi koledzy a nie patologia…. sa kiedy sa pieniadze ale zaden nie namowi go zeby poszedl do pracy.. a zycie jest krotkie, i teraz jest fajnie bo ma dostep do pieniedzy ale co potem….

        • Kalinowska 5 marca 2010 w 18:56 #

          @Paulinka
          W tym co piszesz nie to jest problemem, że on jest starszy o 8 lat, tylko to, że pije, a Ty czujesz się za to odpowiedzialna. Mówisz, może to

          JA robię coś źle, może to JA nie umiem go zmoblizować,

          podczas gdy to ON się upija, zmienia w potwora (krzyczy, popycha, obraża) i jest straszliwie zazdrosny.
          Zastanawiam się, czy tak sobie wyobrażasz relacje z mężczyzną, z którym chcesz się związać?
          On jest cudowny jak masz go tylko dla siebie – ale czy w ogóle istnieje taka możliwość abyś go miała wyłącznie dla siebie? Jak teraz są kumple do kieliszka, to za ileś tam lat też będą – dlaczego miałoby to się zmienić?
          Ty masz go zmienić, uzdrowić? Przecież nie masz na to wpływu, co on robi – to on decyduje z kim pójdzie i gdzie.
          Dobre pytanie zadajesz na koniec – jakie odpowiedzi przychodzą Ci do głowy?

          • paulinka21 6 marca 2010 w 23:29 #

            Hmm…. zostawiłam go… to chyba najlepsze co moglam, zrobić dla nas… Przez niego stałam sie agresywna, a nie moge sobie na to pozwolić, jestem fryzjerka ktora pracuje w renomowanym studiu a nie moze byc takich sytuacji ze jestem opryskliwa w stosunku do klientek ktore zostawiaja sporo pieniedzy za moja usluge… zwłaszcza ze szef tez widzi zmiane w moim zachowaniu…. Płakał, błagał, przepraszał, prosi… staralam sie byc nie ugieta i narazie daje rade… mam nadzieje ze wytrzymam.. A przynajmniej zrobie wszystko zeby tak bylo… Zaluej, ze to nie on kiedys bedzie sie budzil i zasypial kolo mnie, ale niestety tak bedzie lepiej.. Przez takie pary, patologia w naszym kraju sie poszerza. Kobiety rodza dzieci, one sie napatrza co sie dzieje w domu i czesto potem same takie sa i kolko sie zamyka, a ja mialam tak w domu i nie chce zeby moje dzieci patrzyly jak ich ojciec tlucze ich matke…

  2. Anna 5 grudnia 2009 w 17:15 #

    No tak wiem,że to pewnie głupio zabrzmi ale nie byłoby to proste. Mieszkamy w małym miasteczku tu nie ma wielu ośrodków zajmujących się leczeniem związków małżeńskich. Poza tym oboje chyba mamy zbyt mało czasu na uczęszczanie na taką terapię. Mam syna z pierwszego małżeństwa, którey jest autystą więc jak wiadomo w naszym domu nie brakuje sytuacji stresogennych. Prawdę mówiąc doceniam męża za to, że potrafił zapanować nad Kamilem ale jednocześnie mam żal często do niego, że jest aż tak stanowczy i konsekwentny w stosunku do niego. Serce mi pęka jak mój syn płacze, bo wujek dał mu “szlaban” na komputer choć wiem, że racja leży po jego stronie. Dzięki temu Kamil ciągle pomimo choroby chodzi do normalnej szkoły do klasy z dziećmi. Wiem, że mąż jest dobrym człowiekiem i bardzo mi na nim zależy jednak coś we mnie w środku mówi mi, że muszę się mieć na baczności. Tak jest też z jego piwem niby wiem że setki facetów sączą sobie piwko w wolnym czasie i nie widzę w tym nic złego pod warunkiem, że nie dotyczy to mojego męża. Wiem bowiem, że ma predyspozycje do wpadnięcia w nałóg podobno ma się to w genach. Drażni mnie zapach piwa tak już mam i cóż z tym począć. Pewnie faktycznie tak jest, że nie ma problemu alkoholowego bo wówczas piłby coraz więcej a on wciąż “stoi” na tym samym poziomie. Zresztą ktoś powie: baba się czepia o jedno piwo dziennie czy nawet co drugi dzień. Bywało już tak, że gdy się starliśmy tak konkretnie, że wyrzuciłam go z domu to pił przez kilka dni i przestawał dopiero jak wracał. Myślę, że to jest trochę tak iż nie przesadza z piciem właśnie w domu, bo proszę mi wierzyć nikt poza mną nie powie mu : nie pij! Fakt jest jednak taki jak stwierdziłam. Nie chcemy się rozwodzić bo mamy tą świadomość oboje, że nie ma nas bez siebie, że jesteśmy w jakiś dziwny sposób związani bardzo silnie ze sobą i pomimo bólu i cierpień mamy też wspaniałe, piękne momenty, nawet po kilku latach potrafimy się doskonale ze sobą porozumieć, umiemy znaleźć czas tylko dla siebie i potrafimy kiedy trzeba razem popłakać. Taki związek już pewnie żadnemu z nas się nie zdarzy dlatego chcemy jakoś wybrnąć z tego naszego prywatnego kryzysu.

    • Kalinowska 12 grudnia 2009 w 23:41 #

      @Anna
      Pani Anno, deklaruje Pani, że chciałaby, aby zaszła jakaś zmiana, ale wygląda tak jakby Pani mówiła “chcę aby to On się zmienił”.

      Wiem bowiem, że ma predyspozycje do wpadnięcia w nałóg podobno ma się to w genach. Drażni mnie zapach piwa tak już mam i cóż z tym począć.

      Czyli on może coś zrobić z tym piwem, mimo, że ma to w genach, a Pani nie może zrobić czegoś ze swoją tolerancją na to co on robi, bo “tak już Pani ma”.
      Dopóki będziecie okopywać się na pozycji “to Ty się zmień, bo ja nie mogę” dotąd nic się w Waszym związku nie zmieni. Żeby zaszły zmiany ktoś musi zacząć zmieniać swoją postawę i zachowanie. Jak jedno zacznie, zmiany będą wpływać na tę drugą osobę. I to może uzdrowić związek. Ale trzebaby podjąć decyzję, ryzyko i trud zmiany.
      Czas i trudny dostęp do pomocy to są wymówki – takie racjonalizacje, uzasadniające brak działania w kierunku zmian.
      Myślę, że jak już Pani będzie wiedzieć na pewno, że chce zacząć działać to znajdzie się i czas, i możliwości

  3. paulinka21 22 marca 2010 w 19:13 #

    znowu uleglam, znowu krzyki szarpanie, obelgi… juz nie mam sily tego znosic, przyjaciolka radzi zebym wyslala go na leczenie… Czy to pomoze?? czy sie zblaznoe?? czy jest dzieki temu szansa ze sie zmieni czy to strata czasu i nerwow… ??

    • Kalinowska 26 marca 2010 w 20:24 #

      @paulinka21
      najwyraźniej jednak masz jeszcze siłę to wszystko znosić, skoro znowu uległaś. Co to znaczy, że TY go wyślesz na leczenie? Czyli co zrobisz? Czy on chce się zmienić, leczyć?

      O tym, że jest szansa, że on się zmieni będzie można powiedzieć, jeśli on będzie tego chciał. Jeśli zmiana będzie dla niego ważną sprawą, to wówczas będzie szansa.
      Dobrym sprawdzianem tego, czy on chce się zmienić będzie to, że nikt go nie będzie musiał wysyłać na leczenie, tylko on sam się zgłosi i zacznie coś robić.

  4. Magdalena 16 kwietnia 2010 w 16:58 #

    Jestem wolna!! Wy też możecie… 

    Zakochałam się! Spotkałam 10 lat starszego faceta, choć nie był przystojny, miał coś w sobie. Dusza towarzystwa, romantyczny. Zakochałam się. Po 3 miesiącach wyszło, że nie ma pracy, ma problemy z rozwodem i ma problemy finansowe. Zakochałam się. Jako ta samarytanka postanowiłam, że go nie zostawię, że pomogę, że damy radę. I co? Zaczęłam go utrzymywać.

    Na początku były to pożyczki. Oddawał. Zaczął się jednak zmieniać i pokazywać twarz. Twierdził, że bardzo mnie kocha, w co do dziś wierzę. Ta miłość była po prostu chora. Byłam zamknięta, żadnych znajomych, tylko do pracy, ograniczone kontakty z rodziną, awantury gdy spojrzałam w lewo albo spóźniłam się z pracy 10 minut (bo był korek). Pranie mózgu – że jestem nikim, g…em, ku…ą, nikt mi nie pomoże, że zrobi krzywdę mojej rodzinie… i mnie pobił. W prezencie piękna fioletowa śliwka. Przekonałam się wtedy, że twarz nie szklanka…
    Szczerze, to nigdy nie spodziewałam się, że dam się komukolwiek zmanipulować, nie należę do osób słabych. A jednak. Socjotechnika i subtelna manipulacja – potęga.
    Po awanturach przepraszał oczywiście, obiecywał i srututu…potem to samo. A ja? Najpierw nadzieja – może jednak się zmieni…strach – że skrzywdzi rodzinę….wstyd – w co ja się wpakowałam, co ludzie powiedzą…potem decyzja.
    Dojrzewałam do niej 1,5 roku. Pomogli mi koledzy z pracy – pomogli mi dojrzeć, nauczyć się krzyczeć – wołać o pomoc. Nie byłam sama tak jak mówił on. Powąchałam chwilę wolności, spacerując przez pole po sprawunki. Pachniało cudnie, chciałam w końcu coś zmienić. Podjęłam decyzję. Prawie mnie pobił, gdy się dowiedział. Zdecydowałam się jednak, przyjechali rodzice i pomogli się wyprowadzić.
    Ale szantaż dalej trwał. Kiedy przyjechał, prosił, przepraszał, liczył na to że zmienię zdanie….usłyszał NIE, oczywiście znowu szantażował. Ja się jednak nie ugięłam. DOŚĆ!! Nigdy więcej.
    Teraz, po trzech latach wolności, uważam że była to najlepsza w moim życiu decyzja. Pamiętajcie!! Nie jesteście same, nikt nie będzie się z Was śmiał. Dookoła nas są ludzie, którzy pomogą. Wystarczy się przełamać i poprosić, nauczyć się wołać. Może się zdarzyć to każdej z nas. Ale pamiętajmy, to MY jesteśmy najważniejsze i nie pozwólmy się krzywdzić!!

    Pozdrawiam

    • Kalinowska 18 kwietnia 2010 w 01:34 #

      @Magdalena
      Bardzo dziękuję za ten komentarz – to jest bardzo ważne co piszesz, pokazujesz, że nawet w bardzo trudnym związku człowiek jest wolny i może decydować. Nie często też zdarza się aby pisały tutaj osoby, które sobie poradziły z problemem, a to jest coś co może dać naprawdę dużo nadziei i motywacji do zmiany.
      Pozdrawiam serdecznie

  5. betty 16 maja 2010 w 11:31 #

    chyba i ja potrzebuję pomocy
    , nie wiem do ogo sie z tym zgłosić…
    chce się uwolnić z toksycznego związku. facet z którym jestem jest furiatem, raz podniósł ne mnie rękę (wg niego oddał mi, po tym jak go spoliczkowałam) ale teraz krzywdzi mnie w inni sposób: poniża, wyzywa, pluje, szarpie kiedy tylko ktoś lub coś wyprowadzi go z równowagi. zrobił też cos o czym wstyd mi tu pisać ale co bardzo mnie poniżylo….
    przeprasza ale robiąc to mówi:no bo mnie sprowokowałąś, trzeba było siedzięc cicho itp. spakował się właśnie i wyszedł ale ja boję się że sama będę go prosiła, żeby wrócił…
    bo nie wyobrażam sobie, życia bez niego

    • Magdalena 17 maja 2010 w 18:05 #

      Betty!!!

      Ciesz się i niczego nie bój!! Dasz radę. Do czego był Tobie potrzebny, skoro nie wyobrażasz sobie życia bez niego? Do poniżania, wykorzystywania i wyżywania się?! I co to niby znaczy, że go sprowokowałaś? Zrzuca odpowiedzialnosć za brak panowania nad sobą na Ciebie? Żeby tylko pozbyć się wyrzutów sumienia? Takie rzeczy to w piaskownicy, a taki pan to powinien zastanowić nad leczeniem agresji i nauką kontrolowania emocji.
      Co do Ciebie… zapomniałaś chyba o GIRL POWER!! W nas kobietach drzemie niesamowita siła, którą trzeba tylko z siebie wydobyć. Wiesz co zrobiłam po uwolnieniu się z toksycznego związku? Zmieniłam wystrój mieszkania, pomalowałam pokój i zbiłam szafę, A CO!! Ja nie dam rady? I do czego taki ktoś potrzebny?
      Kiedyś znajdzie się ten, który na Ciebie zasłuży. A teraz pamiętaj – JESTEŚ WARTOŚCIOWĄ KOBIETĄ I NIKOMU NIE WOLNO WCHODZIĆ W TWOJĄ INTYMNĄ STREFĘ JEŚLI NA TO NIE POZWOLISZ, ANI NIKOMU NIE WOLNO CIEBIE OBRAŻAĆ!!
      Nie daj się!! Rozejrzyj się dookoła, bo nie jesteś sama!!
      Powodzenia :)

      • Kalinowska 21 maja 2010 w 10:27 #

        @Betty
        Dobre pytania zadaje Magdalena – “nie wyobrażasz sobie życia bez niego” – czyli bez czego?
        Piszesz o poniżeniu, o różnych formach przemocy i jednocześnie stwierdzasz, że będziesz go prosić aby wrócił.
        Czyli co przemoc i poniżenie nie jest dla Ciebie takie ważne, można Cię poniżyć i nie przeprosić? Ty go będziesz prosić o powrót?
        Pomyśl jakie to może mieć dla niego znacznie, jak on odczyta ten komunikat jaki wyślesz w swojej prośbie o powrót.
        Mówisz mu “nic się nie stało, jesteś dla mnie tak atrakcyjny, że te incydenty nie mają znaczenia i chce być z Tobą, jesteś taki fantastyczny, przemoc to drobiazg wobec Twojej wspaniałości. ”

        Chcesz mu pokazać, że nie musi się zmieniać. Być może też przemówiło do Ciebie tłumaczenie, że to Twoja wina, bo go prowokujesz.

        Jak on wróci historia się powtórzy, ale wtedy usłyszysz “sama chciałaś, więc nie czepiaj i siedź cicho, nie będziesz prowokować to nie oberwiesz”

        Jeśli taka wizja związku nie podoba Ci się możesz zacząć wyobrażać sobie “życie bez niego”
        Możesz też skorzystać z pomocy w ramach internetowej grupy wsparcia “Przemoc”

  6. Andrzej 9 listopada 2010 w 21:49 #

    Witam

    To dla mnie bardzo trudne….ciężko mi o tym pisać
    Czytając wypowiedzi i opinie napotykałem tylko na przypadki,kiedy to
    facet stosuje przemoc wobec kobiety,a w moim przypadku jest odwrotnie.To
    kobieta, z którą jak mi się wydawało łączyło mnie jakieś uczucie
    stosuje wobec mnie przemoc psychiczną.Nie ma sposobu moim zdaniem na
    zakończenie tej znajomości.Podam pare przykładów:szarpanie i wyzywanie
    w centrum miasta w obecności ludzi,grożenie wybiciem szyb w
    oknach,nachodzenie w domu,kontrolowanie,wymuszanie spotkań,wygrażanie
    jeśli nie odbieram telefonu lub jeśli nie odpisze na sms,robienie mi
    awantur w moim miejscu pracy.Mógłbym wymieniać jeszcze wiele
    przykładów.Nie ma już od dawna nic między nami,a ona nie
    odpuszcza.Przecież nie zmusi mnie do niczego siłą!To nie żarty!Już
    sobie z tym nie radze!To bardzo uciążliwe,a jej groźby mnie
    przerażają!Prosze o pomoc i porade
    ps. adres Mail jest od siostry…

    • Magdalena 9 listopada 2010 w 23:56 #

      Andrzeju,

      czy czujesz się gorszy od kobiet, które nękane są przez mężczyzn? Fakt przemocy to po prostu fakt, bez względu na to kogo dana sytuacja spotyka. Nie ma co się poddawać i należy szukać rozwiązań.
      Najwidoczniej to problemy ma ze sobą ta właśnie kobieta. Ale też i nie ma sytuacji bez wyjścia. Czy tak łatwo jej dostać się do Twojego zakładu pracy? Nie ma tam ochrony? Może ktoś powinien zatrzymać awanturnicę przed drzwiami? Może należy wziąć sobie urlop i wyjechać na tydzień albo dwa i odetchnąć. Do przewietrzonej głowy pomysły i spokój wchodzą najlepiej.

      Ta osoba wyraźnie gra na Twoich emocjach i strachu, że coś rzeczywiście zrobi. Jeśli zbije okno, to co? Świat się nie zawali, będzie zbite. Najwyżej zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za wandalizm.
      Ignoruj ją. Nie daj się zastraszyć, bo to na nią działa jak lep na muchy. Ma wtedy nad Tobą władzę. Powiedz jej wyraźnie “DAJ MI SPOKÓJ” i nic więcej. Nie otwieraj jej po prostu drzwi, nie odpisuj na smsy i nie odbieraj telefonów. Głowę dam, że z nerwów dajesz się jej sprowokować. Nie chodź po ulicy sam, szukaj towarzystwa. Jeśli będzie Cię nachodzić w domu – zadzwoń w końcu na policję… Skoro piszesz od siostry, z pewnością Twoja rodzina będzie w stanie ująć się za Tobą i Cię wesprzeć.

      Najtrudniej będzie Tobie poradzić sobie ze swoją męską dumą i tak na prawdę tu chyba tkwi największy bloker w rozwiązaniu Twojego problemu.

      Trzymaj się i uszy do góry!!

      Pozdrawiam

      • Kalinowska 10 listopada 2010 w 11:55 #

        @Andrzej
        Andrzeju napisałeś :

        Przecież nie zmusi mnie do niczego siłą!

        Ciekawa jestem jak to rozumiesz – do czego ona nie może Cię zmusić siłą? Gdzie jest obszar Twojego wpływu w tej relacji?
        Zastanawiam się, też jak to jest możliwe “technicznie” – jeśli się z nią nie spotykasz, nie dzwonisz i nie piszesz smsów to jak ona może wygrażać Ci jeśli nie odbierzesz telefonu i kontrolować Cię.

  7. sonia 12 stycznia 2011 w 02:32 #

    Witam. Czytając wasze komentarze wiem, że nie jestem sama. Do tej pory w sumie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Mam 27 lat i jestem w związku od 5 lat. Przez pierwsze 3 lata myślałam, że moje marzenia się spełniły, o miłości i tak dalej. Teraz ten szczęśliwy czas wydaje się tak odległy… Nie wiem dokładnie kiedy to wszystko się zaczęło. Byliśmy szczęśliwi i nagle wszystko się zmieniło. Małymi kroczkami doszliśmy do stanu, w którym nie da się żyć. Zaczęło się od zazdrości. Nagle zaczęło mu przeszkadzać, że mam swoich znajomych i tak długo mnie męczył aż zerwałam wszystkie kontakty. Razem pracujemy w restauracji. Cały czas mnie obserwuje i jak tylko ktoś się do mnie odezwie to wyzywa mnie od dziwek, szmat itd. Gdy pierwszy raz mnie udeżył nie mogłam w to uwierzyć. W sumie nic mie zrobił ale potem jeszcze kilka razy podrapał mi twarz lub wykręcał ręce. Pamiętam jak raz odwoziłam znajomego siostry po drodze do pracy, jechał za mną swoim samochodem, zatrzymał się i czekał na mnie. Wsiadł do mojego samochodu i zapytał “fajnie było ty kurwo?” i zaczął mnie bić pięściami po twarzy i rękach. Potem po prostu wyszedł i pojechał. A ja zostałam sama z zapuchniętym okiem i koszulą zalaną krwią z nosa. Kiedyś przepraszał gdy mnie pobił a ja myślałam, że on żałuje, teraz już nawet nie przeprasza, mówi, że go sprowokowałam i że to moja wina. Jeśli jadę do miasta muszę mu dokładnie powiedzieć do jakich sklepów pójdę po kolei i muszę się trzymać kolejności bo jak się przez przypadek wygadam, że wróciłam do jakiegoś sklepu albo nie trzymałam sie kolejności to zaczyna mnie wyzywać i mówi,że kłamię i mam coś do ukrycia i na pewno nie byłam w mieście tylko ktoś mnie pie….ł. Już nie wiem co robić. Nawet nie mam prawa się odezwać i broń Boże podnieść głosu bo znów będzie mnie bił. Ale nie mogę tak po prostu odejść bo się go boję. Nie wiem co mógłby zrobić. Ale chcę odejść i zapomnieć o tym przez co przeszłam, o tych podbitych oczach i sinych rękach. Tylko jak to zrobić??? Jak ratować te strzępy mojej godności??? Co mam zrobić? Pomóżcie!

    • Kalinowska 19 stycznia 2011 w 00:23 #

      @sonia
      Piszesz, że boisz się odejść a z drugiej strony nie wiesz co on mógłby zrobić. Może więc zacznij od tego aby nazwać dla siebie, to czego się boisz i pomyśl jak można przeciwdziałać takiemu zagrożeniu. Dopóki nie wiesz czego się boisz, nie możesz nic zrobić a lęk sprawia, że jesteś w stanie zgodzić się na wszystko. Pytasz jak ratować strzępy swojej godności – nazwij tę swoją godność, sprawdź co Ci zostało, czego jeszcze nie oddałaś. Pomyśl o tym, jak możesz zadbać w swojej sytuacji o to co jest. Myślę, też, że bardzo pomocna mogłaby tu być grupa wsparcia np taka jak opisana na stronie: http://ekalinowska.pl/internetowa-grupa-wsparcia-przemoc możesz też uzyskać bezpłatną pomoc zarówno psychologiczną jak i prawną w Stowarzyszeniu Niebieska Linia

  8. M. 19 marca 2012 w 20:08 #

    cyt: “Oznacza to, że sytuacja przemocowa się nie zmieni, jak osoba ją stosująca, nie podejmie głębszej pracy nad sobą (nad zmianą swoich przekonań i nad wytrenowaniem umiejętności radzenia sobie z emocjami “.

    ponieważ jestem agresywnym partnerem po 14 latach w związku, chciałbym zapytać,czy fragment ten można interpretować w ten sposób, że podejmując terapię i wykonując ciężką pracę jest szansa na normalne funkcjonowanie? jestem świadomy swojej agresji, wstydzę się jej i obwiniam za praktycznie koniec mojego związku, jestem świadomy co robiłem i niestety mam lęk, że agresja ta mimo ciężkiej pracy i tak kiedyś wyjdzie,wystarczy raz nie skontrolować emocji aby wróciły lęki mojej partnerki. A nie chcę dalej jej krzywdzić, chcę być nadal z nią,kocham ją ( chociaż myślę, czy to miłość z mojej strony, że gdybym kochał to tak bym się nie zachowywał )ale zastanawiam się, czy walcząc o jej miłość nie robię jej po prostu krzywdy…

    • Kalinowska 20 marca 2012 w 01:14 #

      @M
      w odpowiedzi na różne życiowe sytuacje, można reagować na wiele różnych sposobów – agresja jest jednym z nich. Jednak za każdym razem nie rozpatrujemy wszystkich możliwości tylko reagujemy wg. wyćwiczonych schematów. Uczymy się jakiś określonych zachowań i powtarzamy je w różnych sytuacjach. Dzięki temu możemy reagować szybko, automatycznie, bez głębszego namysłu, ma to swój sens. Jednak czasem odkrywamy, że nasze schematy nie są użyteczne, a czasem wręcz szkodliwe. W takiej sytuacji zawsze możliwa jest zmiana, bo zawsze możemy nauczyć się nowych zachowań. Warto jednak wiedzieć, że nowe, zanim staną się automatyczne, będą wydawać się czymś mało naturalnym i nieoczywistym. Nie zawsze się uda zachować po nowemu i przez jakiś czas stare zachowania będą się powtarzać. Potrzeba czasu, determinacji i wytrwałości aby nie zniechęcać się przy nieudanych próbach zmiany. Czasem potrzeba pomocy z zewnątrz aby móc znaleźć swoje nowe schematy i odpowiedzieć sobie na pytanie jak to zrobić (np. jak zachować spokój wobec czegoś co wydaje się jawną prowokacją, albo jak wyrażać swoją uzasadniona złość i nie stosować przemocy). Na tej stronie >>> może Pan znaleźć informacje o pomocy dla osób stosujących przemoc.

  9. Ela 28 maja 2012 w 11:36 #

    Witam!
    Mam 22 lata i jestem osobą agresywną wobec swojej partnerki kiedyś było inaczej byłam spokojna opanowana i umiałam rozwiązywać problemy przez rozmowę, ale niestety od jakiegoś czasu nie umiem jestem wybuchowa agresywna bije wyzywam, a jak ochłonę to zaczynam żałować co zrobiłam i staram się to jej wynagrodzić coś jej kupując, wiem że to nie jest wyjście bo znów robię to samo od nowa ale nie panuj nad tym to jest impuls którego nie chce. Za każdym razem po takiej sprzedce z użyciem siły ja płaczę błagając ją o wybaczenie nie zawsze mi odrazu wybacza ale w końcu wybacza.
    Chciał bym to zmienic móc z nią rozmawiać ,śmiać się, wygłupiać, żartować zawsze anie tylko wtedy gdy nie jestem agresywna.
    Co najgorsze to widzę że jestem coraz bardziej agresywna i coraz mocniej biję zaczynam sie sama siebie bac.
    Potrzebuje pomocy ale nie wiem gdzie jej szukać zależy mi na mojej dziewczynie i kocham ją i nie chce jej stracić i wiem że dla niej chcę sie zmienić by było jak dawniej jak sie tylko poznałyśmy.

  10. Malgosia 11 czerwca 2012 w 07:25 #

    Witam mam 46 lat moj maz jest obecnie za granica od ponad 3 lat pracuje tam ja jezdzilam do niego ale od ponad roku juz nie bylam tam on byl w Polsce na urlopie 5 tyg bylo okropnie upijal sie a potem chcial zebym uprawiala z nim seks nie chcialam bo jak isc z pijanym do lozka pozniej jednak to zrobilam zeby miec spokuj ale on i tak zle mnie traktowal teraz przez skeypa wyzywa mnie od kurwy mam juz tego dosyc bo przez cale moje malzenstwo ciagle slyszalm ze jestem kurwa nic nie warta i nie mam nigdy racji glupia zdzira psychicznie chora itd. itp.mam juz dosyc tego zwiazku nie chce z nim byc ale musze bo on mnie utrzymuje a ja nie mam pracy i ciezko zebym ja dostala prosze o pomoc co robic i wspolczuje tym kobieta ktore przechodza przez to pieklo .Malgosia

  11. smerfetka 21 października 2012 w 12:25 #

    Mam problem, ale chyba nie zdawałam sobie tylko z tego spraw, że jest aż tak nasilony. Z moim chłopakiem jestem już od ponad 5 lat. Kocham go bardzo. Naprawdę jest dobry dla mnie, czuję że on też mnie kocha. Jednak w naszym życiu ostatnio stało się coś złego, jego rodzice zakazali mu się ze mną spotykać. Stracił dużo..kasę, samochód, wszystko mu zabrali. Ale on wybrał mnie. Widziałam jak cierpi, bo chociaż jego rodzice tak go potraktowali to on i tak ich kocha. Dodam tylko, że tego uprzedzenia z ich strony do nas jako do pary nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Nie znają mnie i nie mogą nic do mnie mieć, po prostu przyzwyczaili się do tego, że będą kierować w nieskończoność jego życiem, bo jest najmłodszy z rodzeństwa. Nie będę się teraz rozpisywać, ale nie raz matka wpędzała go w taki dołek, że trudno nawet to opisać. Ostatnio się pokłóciliśmy ze sobą. Ja byłam trochę pijana i zaczęłam mu wszystko wyrzucać, on strasznie chciał wyjść w domu się uspokoić, ale ja zaczęłam go powstrzymywać bo bałam się, że coś może się stać głupiego. Zaczął walić głową o ścianę, tak jakby chciał stracić przytomność. Miał jakby napad agresji i wszystkiego. Na następny dzień to się powtórzyło, rozmawialiśmy normalnie, grzecznie, a potem on zaczął walić pięścią po szafkach, a później po swojej twarzy, myślałam, że go nie powstrzymam. To była najgorsza chwila w moim życiu. Nie wiem, co robić, nie wiem do końca co się z nim dzieje. Domyślam się, że to było spowodowane przez tą sytuację z rodzicami, nagromadziło się i tyle, ale ja naprawdę zaczęłam się o niego strasznie bać. :( Tak Mocno go kocham, jak mu pomóc. jak o tym rozmawiać?

  12. Aga 1 grudnia 2012 w 23:26 #

    Witam serdecznie, problem z moim partnerem zaczął się wkrótce po tym ,gdy postanowiliśmy razem zamieszkać. Jest z innego kraju i to ja wszystko musiałam porzucić(rodzinę, przyjaciół, pracę). Na początku mi to nie przeszkadzało, zwłaszcza iż obiecywał wsparcie itp. Jego rodzina była zazdrosna, że on troszczy się bardziej o mnie niż o nich(jest najstarszy z rodzeństwa-choć wszyscy pełnoletni..) i zaczęła robić nam problemy np. jego matka z soistrą zgłosiły na policję, że zostały przez nas pobite, choć to nigdy nie miało miejsca, więc odcięliśmy się od i przeprowadziliśmy z dala od nich 600km. Zaczęły się kłótnie między nami, że on tyle dla mnie poświęca, jakby zapomniał, że to ja wszystko musiałam zostawić na innym kontynencie. Do regularnych wrzasków i wyzywania mnie dołączyły się popychania a gsy mnie w końcu uderzył, nie wytrzymyłam i postanowiłam mu oddać. Wtedy przy każdej awanturze zaczął mnie bić mocniej a raz nawet przyłożył mi nóż. Oczywiście za każdym razem mówiłam, że nie dam się tak traktować i pakowałam walizki a on przepraszał i obiecywał poprawę. Tak przez kilka miesięcy. Trudno było mi uwierzyć w to, iż ktoś może być tak czuły i kochający a chwilę potem wyzywać, mówić, że mnie nienawidzi i żałuje, że mnie spotkał a po chwili, że wcale tak nie myśli, że wszystko mówił w nerwach (oczywiście zawsze moja wina, bo ja zamiast go uspokoić to się przeciwstawiam). Chyba za bardzo go kochałam i trudno mi go było zostawić. Wierzyłam w poprawę i jego miłość do mnie. Od ostatniego uderzenia minęło już kilka miesięcy i jest lepiej, niemniej jednak, gdy tylko coś go zdenerwuje,nawet sytuacja nie związana ze mną od razu wybucha i krzyczy na mnie rzucając przedmiotami o ścianę. Mówię otawrcie “Nie krzycz na mnie. Idź ochłonąć, uspokój się a wtedy porozmawiamy.” Odchodzę,on dalej krzyczy a ja milczę czekając,aż burza minie. Widzę poprawę, jednak to co jest mnie nie satysfakcjonuje. Co mogę zrobić? Nie chcę dłużej słyszeć, że jego nerwy to moja wina, bo go o coś zapytałam jak był zdenerwowany. Nie chcę słyszeć przeprosin, którenic nie znaczą. Do tego wszystkiego denerwuje się jak wychodzę sama z domu. Argumentuje to moim bezpieczeństwem, jednak jest to bezpieczne miejsce a ja sama mieszkałam tu, pracowałam, jeździłam samochodem zanim zamieszkaliśmy razem.. Teraz siędze w czterech ścianach, czekając aż on łaskawie znajdzie czas. Może nie powinnam, ale jak mam tego wszystkiego dość mówię mu, że jego miłość jest toksyczna.. Zastanawiam się dlaczego nie mogę go zostawić, dlaczego mi tak na nim zależy skoro on tak się zachowuje. Zawsze byłam silną osobą i każdego innego zostawiłabym, po pierwszym takim incydencie czy próbie uzależnienia mnie od siebie, jednak zawsze daję mu kolejną szansę. Do tego, pomimo poprawy zawsze się martwię, czy kiedyś mnie znowu nie uderzy. Jak mówię o swoich obawach, to odpowiada mi, że nie powinnam wspominać o przeszłości, bo to było kilka miesięcy temu a teraz się poprawia.. Czy to ze mną czy z nim nie tak? Proszę o pomoc. To już trwa ponad rok i nie wiem co robić..

  13. mama 10 grudnia 2012 w 23:12 #

    Tylko mój mąż nigdy nie przeprasza…bije popycha wyzywa i to ja jestem winna bo go sprowokowałam…dziś wszystko widział nasz syn uciekł ze strachu…nie wiem co ma zrobic

  14. Magdalena 3 lutego 2013 w 18:42 #

    Nie wiem co robić… Jestem w związku prawie 2 lata, mieszkamy razem i planujemy wspólną przyszłość. Nasz związek jest pełen pasji i namiętności, ale co z tym idzie -nasze kłótnie przypominają wybuch bomby atomowej. Zwykle mój partner na mnie krzyczy i obraża mnie, ogólnie jest on wybuchowy i bardzo łatwo się denerwuje. Ponad rok temu uderzył mnie w trakcie kłótni. Bardzo tego żałował i taka sytuacja się więcej nie powtórzyła. Niestety dziś zrobił to ponownie i to ze zdwojoną siłą. Powiedział przy tym, że na to zasłużyłam i mogę winić wyłącznie siebie. Po tych słowach doszłam do wniosku, że najlepiej jest się rozstać albo przynajmniej zrobić przerwę. Problem w tym, że dużo nas łączy i ciężko mi z myślą,że nasze plany legną w gruzach. Przed chwilą przyszedł powiedzieć, że jest świadom powagi sytuacji i faktycznie zabrnął za daleko i uszanuje każdą moją decyzję… Będę wdzięczna za każdą radę.

    • Kalinowska 12 lutego 2013 w 10:35 #

      @Magdalena
      Tu nie ma co radzić – podjęłaś decyzję dość zrozumiałą w tej sytuacji. Fakt, że ta decyzja boli jest też czymś naturalnym i oczywistym. Nie może nie boleć jak się kończy ważna relacja w życiu. Coś ważnego was łączyło i coś innego równie ważnego was rozdzieliło. Trudno oczekiwać od siebie spokoju i zadowolenia.
      To, co zwraca moją uwagę to słowa:”jest świadom powagi sytuacji i faktycznie zabrnął za daleko i uszanuje każdą moją decyzję…” – wygląda tak jakby był gotów przyjąć Twoje decyzje ale nie był gotów na to, aby podjąć swoje decyzje odnośnie “zabrnięcia za daleko” czyli jakiejś pracy nad sobą.

  15. Kasia 15 lutego 2013 w 15:29 #

    Nie mogła bym być z kimś kto mnie uderzył choćby raz…

  16. Anna 3 kwietnia 2013 w 15:43 #

    Bardzo trudno jest podjąć decyzję o rozstaniu, gdy jest się rodzicem. Nasz syn jest bardzo związany z ojcem, niestety tenże ojciec wyrządził mi niejedną przykrość. Zaszły między nami trudne i bolesne sprawy. Za wiele biorę odpowiedzialność, ale to nie usprawiedliwia postępowania męża, który potrafi mi powiedzieć, że nie jestem u siebie, którego rodzice odmawiają mi zameldowania, choć jestem pozbawiona jakiegokolwiek innego (tak, jestem formalnie bezdomna). Niestety, wybór tego akurat mężczyzny to mój życiowy błąd. Mąż skąpi mi czułości, potrafi odpowiedzieć, że nie ma czas mnie przytulić, gdy o to proszę, podkopuje moje poczucie wartości. Fizycznej krzywdy mi nie robi, ale bardzo rani psychicznie. A ja boję się panicznie rozbicia synowi rodziny i daję się traktować jak szmata:(.

    • Anna 3 kwietnia 2013 w 15:49 #

      P.S. Chyba powtórzyłam czyjś pseudonim. Przepraszam za tę nieuważność
      P.S. 2 Syn ma 7,5 lat.

  17. Emilia 8 maja 2013 w 22:07 #

    Witam. Mam taki problem,że mój narzeczony kiedy jest pijany (ja 25lat,on 32) przypomina sobie o moich byłych partnerach zaczyna wyzywać mnie od szmat,dziwek itp… kiedy się odzywam rzuca się na mnie i zaczyna dusić tak,że nie mogę złapać oddechu,wyrywam się a on wtedy zaciska ręcę coraz mocniej.Zaczynam płakać i się bronić szczypiąc go z całej siły,bo nic innego zrobić nie mogę. Wtedy zaczyna się walka pomiędzy nami. Ja się wyrywam zaczynam go gryzc nawet do krwi żeby tylko się obronić a on zaczyna mnie bić nawet po twarzy. w pewnym momencie wzbudza we mnie taką agresję,że zaczynam mu z całej siły oddawać choć i tak on jest silniejszy. Zaczynamy bić się nawzajem. To chore ale nie potrafię tego przerwać,bo on najpierw przeprasza a potem zgania winę na mnie,że to ja go sprowokowałam.Taki sam scenariusz powtórzył się kilka razy. Nie wiem co robić… Proszę o pomoc.

  18. DZIEWCZYNA23lata 22 maja 2013 w 21:15 #

    spotykałam sie z nim i myślałam o nim 5lat bił mnie pięściami raz po pośladkach i rękach potem za każdym razem po twarzy pluł na mnie straszył że potnie mi twarz obieraczką, pokazywał nóż,uciekłam na balkon,uderzył raz w brzuch nie mogłam oddychać, dusił, potrzasał uderzając moją głowa o podłogę i o ścianę wyzywał tempa bula suka idiotka dziwka. Po biciu przepraszał że wiecej tego nie zrobi ja wierzyłam ale teraz 10 maja gdy uderzyl mnie w twarz bo wypominał co mu zrobiłam w przeszłości zrozumiałam że to nigdy sie nie skończy cały czas miałam myśli samobójcze,napisałam mu ostatniego smsa: ‘wole umrzeć niż być bita i ponizana całe życie’
    pociełam nożyczkami karte do komórki i wyrzuciłam do zsypu na smieci i mam nowy numer,.Każdego dnia powtarzam sobie ze to byla dlamnie nauka czym jest przemoc,ona nigdy sie nie kończy tylko sie nasila

  19. Kasia 19 grudnia 2013 w 21:30 #

    witam
    mam od ok 5 miesiecy problem z mężem i nie wiem co robić !!!
    Mąż zrobił się oschły , lekcewazy mnie ! zaczoł ciągle mi sugerować ze są lepsze odemnie! mieszkamy na stancji i mieszka z nami dziewczyna … od kiedy się wprowadziła mąż zaczoł ciągle kombinowac , ciągle sie wraca pod pretekstem . wie wszysto kiedy jest i kiedy jej nie bedzie i nie wiem skąd… pokazuje jej ciągle cicho (i nie mam zielonego pojęcia o co chodzi ) kiedy sie zapytam wypiera sie tej sytuacji a dokładnie wiem co widziałam ! zaczoł nie odbierac telefonu i nie oddzwaniać ciągle wymusza na mnie zebym zaspokajała jego zachciewajki! zaczoł wydzielac mi pieniądze i ciagle robi wszystko zeby trzymac gotówke !! po wypłacie nie daje mi pieniędzy musze sie o nie dopominac prosic !! idac ze mną na miescie usmiecha sie do kobiet i puszcza im oczka ( po zapytaniu po co to robi – wypiera się ) ciągle kłamie ! Zaczoł sie drzec na mnie bez powodu .. mowi cos a potem drze sie. co bym nie powiedziała to ciągle słysze ze się przypierdalam i to dlatego jest zle . Nie jestem z nim szczęśliwa, chciała bym od niego odejść ale chyba nadal go kocham. Planowaliśmy razem wyjazd za granice – nastepnego dnia mówi do mnie pojedzie sam – bo chce odemnie odpocząć ! Podczas oglondania wspólnie filmu ciągle nawija zobacz jakie dupy grają ! wywiera na mnie straszną presje zrobiłam się strasznie nerwowa . ciągle obiecuje ze już nie bedzie rano wstaje i robi to samo! wini mnie za wszystko co sie stanie – wszystko co nie wychodzi lub się nie uda to moja wina! w sklepie jak coś mi się podoba a jemu nie – mowi nie kupie ci tego bo mi sie nie podoba! Wiecznie ma pretensje ze wydaje zadużo pieniędzy! nie wiem co jest przyczyną tej zmiany ale mam tego dość poprostu! PROSZĘ O RADE CO ZROBIC !!!

    • Kasia 20 grudnia 2013 w 10:11 #

      zapomniałam również dodać ze podczas pracy w pizzeri ciągle usmiechał sie do pracownic kiedy tylko sie odwróciłam ! widziałam wszystko w szybie – równiez sie tego wypiera.
      moja matka i ojciec informuja go o wszystkim co robie !!!po tej całej sytuacji co opisałam wrociłam do rodziców, chciałam iść do pracy i rodzice się zgodzili zostać z mojim syne jednak kiedy tylko odezwie się ktoś na wysłane przezemnie cv rodzice zmieniają zdanie i każą zająć mi się domem i dzieckem . miałam duzo przyjaciół w chwili obecnej nikt się do mnie nie odzywa i nie wiem jaka jest tego przyczyna!! Wszystko co powie tak ma być ! Ostatnio miał zaprowadzic syna do szkoły – rano jak wstał zaczoł kombinowac ze dzisiaj jedzie autobusem i nie da rady ! Wydaje mi się że chce mnie zdominować i wyrobić zazdrość lub poprostu zdradza MNIE ! PROSZĘ O RADĘ jak mam postępować bo naprawde brak mi sił i nie wiem co robić.

  20. karla 26 października 2014 w 13:02 #

    Witam, nigdy nie szukałam pomocy w internecie, bo zawsze próbowałam uporać się z tym problemem sama, ale po przeczytaniu waszych
    Postów stwierdziłam, ze warto napisać publicznie o mojej sytuacji, być może ktoś mi coś doradzi. Zatem mój chłopak jest starzy ode mnie o prawie 9 lat, jestem z nim w związku od lat 2. Na początku było naprawdę cudownie,pracowałam razem z nim był ciepłym.miłym facetem lecz z biegiem czasu powoli się to zmieniło, prowadzi lewe interesy, zarabia dużo pieniędzy. Mieszkaliśmy razem we wspólnym mieszkaniu prawie rok czasu i od tego momentu zacząl się mój koszmar. Ja nie pracowałam, on wracał bardzo późno do domu, gdy chciałam porozmawiać o całym dniu, krzyczał na mnie, żebym dała mu spokój, wiem, ze ma dużo problemów i również z tego powodu może wynikac jego zachowanie, ale przecież nie mogę sobie wiecznie tego tłumaczyć w ten sposób. Pewnego razu doszło do bardzo dużej kłótni, powiedział ze mnie utrzymuje a ja nic nie robie-jego zdaniem zajmowanie się domem to nic nie robienie,zawsze miał wszystko gotowe, przysłowiową kawę na ławę-nie powiem, bo bardzo często spędziliśmy bardzo miłe chwile, gdy się upił nie był agresywny, nigdy mnie nie uderzył, ale gdy dochodziło do kłótni, oczywiście gdy był trzeźwy padały różne obelgi, ze jestem nikim, świnia i jak będę chciała to zaraz może mnie przyprowadzić do porządku. Wtedy w mojej głowie zaczęły się przemyślenia, dlaczego w ten sposób mnie traktuje. Po kilku miesiącach wyprowadziłam się z mieszkania do rodziców, ale za kilka dni poprosiłam go o spotkanie i wtedy to był mój największy błąd. Myślałam, że się zmienił, owszem przez pierwszy tydzień było ok, lecz później wróciło do normy jego zachowanie. Przed swoimi znajomymi mnie wychwalal, ale też zdarzały się sytuacje kiedy on pił a ja miałam był za kierowcę, kilkakrotnie odmówiłam jazdy do sklepu po wódkę, a wtedy przy znajomych zaczął mnie obrażać. Mój facet, jest typem, który nigdy pierwszy nie zadzwoni, nie przeprosi zawsze robiłam to ja, ale teraz powiedziałam dosyć, gdy przed swoim kolegą mnie strasznie upokorzyl, zauważyłam że lepiej traktuje jego niż mnie. Nie potrafi okazywać uczuć, chyba że bardzo czegoś chce, jakąś przysługę, ja już go poznałam, najgorsze jest to, ze ja go strasznie kocham, ale przecież kolejny raz nie mogę się kompromitowac i kontaktować się z nim, nie mam z nim kontaktu od 3 dni, na razie daje sobie radę, ale gdy pomyślę w jaki sposób on mnie potraktował, mam w środku niesamowita złość!! Nie mam zamiaru jako pierwsza wyciągać ręki, zresztą czy taki człowiek może się zmienić? wątpię, powiedział ze jest jaki jest i się nie zmieni a na tyle go znam, ze teksty typu- bo Cię za chwile pier… w łeb, to mam potraktować jako żart- jak dla mnie jest to nienormalne zachowanie. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam m

    • Elżbieta Kalinowska 3 listopada 2014 w 22:38 #

      @ Karla
      tu masz przykład na to jak ważną emocją jest złość. To złość pokazuje Ci gdzie są Twoje granice, bez niej bardzo trudno dbać o siebie. Dzięki tej złości po raz pierwszy “uparłaś się aby nie wyciągać ręki pierwsza”. Nie wiem czy jeszcze trwasz przy tym postanowieniu, być może nie, bo złość jak każda emocja nie trwa długo. Wystarczy, że trochę się zmieni sytuacja, oddalisz się na chwilę i złość Ci minie. Dlatego trudno być konsekwentną kiedy decyzje opierają się tylko na emocjach.
      Do tego aby wytrwać w jakimś postanowieniu potrzeba świadomości tego, jaki jest mój cel, czego potrzebuję i co jest dla mnie ważne.
      Przydałoby się odpowiedzieć na pytanie jakiego związku potrzebujesz, jakie rzeczy są dla Ciebie najważniejsze i jak na tym tle prezentuje się Twój związek. Czy te dwa lata waszego bycia razem wzmocniły Cię, czy zbliżyłaś się do sytuacji życiowej w jakiej chciałabyś żyć. Czy oddając temu mężczyźnie kolejne lata życia działasz na swoją korzyść, dbasz o siebie czy raczej siebie niszczysz?
      Pomyśl o tym jak JEST w tym związku a nie jak mogłoby być gdyby on się zmienił.
      Ludzie potrafią się bardzo zmienić ale do tego potrzeba nie tylko ich woli zmiany ale też determinacji, poczucia, że ta zmiana jest naprawdę konieczna, a także robienia czegoś konkretnego, żeby zmiana mogła realnie zaistnieć. Jeśli ktoś tego nie ma, raczej, radykalnie się nie zmieni.

  21. eLLa 8 grudnia 2014 w 10:13 #

    Witam! tagże mam problem w związku.jeśtesmy razem od 5 lat lecz znamy sie całe życie.szybko razem zamieszkalismy lecz problemy zaczely nam sie tworzyc jego problemy rodzinne i niektorzy członkowie zrobili ze mnie najgorszą on mnie nie bronil robiłam to sama o to były kłutnie że pozwala innym mnie obrażać nie chciał ze mna nigdzie wychodzić ale było inaczej bylismy blisko ale moja mama zachorowala i obowiązki opieki spadły na mnie pech nadal sie powiekszal ciągle coś sie psulo co powodowało że powstawały długi ja w tym wszystkim nie dawalam rady nie mialam wsparcia w rodzinie wszystko zaczelo krecic sie wokół opieki nad mamą ciagłe problemy z ojcem alkocholikiem psyhicznie nie dawalam rady nerwy z domu przenosilam na cgłopaka ciagle sie kluciliśmy ja chcialam księcia z bajki więc oczekiwałam wsparcia rozmów zechciałam też dziecka ale on nie powiedzial ze mósimy coś z tym zrobić to tak zabolało powiedzialam ze nie chcesz to ok i uderzylam sie w brzuch jakis czas temu poronilam a on jakby to olał ale gdy go zjechałam to przyjechał kłutnie wracały i potrafilam go uderzyć a on nic nie robił do czasu aż mi oddał chodziliśmy do psychologa i było lepiej nie umieliśmy od siebie odejsc ja chcialam wiele razy ale wracałam a teraz nawet nie mam gdzie pujść gdy bylo lepiej to raz w czasie malej klutni zrozumial ze chce sie wyprowadzic to polecial do pokoju i wywalił mi wqszystkie ciuchy był krzyk i szarpanie aż kopnełam krzesło i połamałam palec.miała wypadek samochodowy i obiecał ze wiecej szarpanin nie będzie psyholog powiedziala ze to jak on sie zachowuje to dlatego ze ja jestem agresywna wiec on zaczyna robic to samo i byl spokuj po wypadku na 8 miesięcy ąz znow jakas klutnia i szarpanie duszenie mnie że mam sioe zamknąć bo mnie zabije teraz w maju tak mocno mną pchnoł na sciane ze mialam siniaka zrzucił mnie w łóżka potem znow przeprosiny i spokuj aż do dnia z przed dwóch tygodni kiedy ja mialam wypadek zero reakcji ja już płacz itd chcialam rozmawiac ale on ciagle jest zmęczony codziennie od dwoch tygodni ciągle sie kłucimy to ojciec mnie wyzywa to brat to on ze szkoły nie skoncze ze mało zarabiam ze marudze.sex uprawiamy dwa razy w miesiącu bo mu sie nie chce to mu dogryzam a on wczoraj aż żucał co mu w rece wpadnie kazał mi wypieprzać chwycil mnie za szmatyi pchał za drzwi potem dalej krzyk i mna potrząsnoł a potem przytulił.wieczorem powiedział ze ma dość bo sa długi on zasowa dzien i noc nic sobie kupic nie moze ze wszystko kreci sie wokul mnie i mamy i ze nawet nie może odpocząć ale ja już nie daje rady ciągle tego znosić co mam robić????pomocy

  22. eLLa 8 grudnia 2014 w 11:06 #

    przepraszam za literówki mam nadzieje ze to co napisałam bedzie do ogarnięcia

  23. piotr 13 grudnia 2014 w 00:10 #

    Witam, mam problem z żoną. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Jest w stosunku do mnie agresywna, bije krzyczy, wyzywa grozi że mnie zabije albo że popełni samobójstwo. Wybucha z byle powodu np. Że długo wracałem z pracy lub czegoś nie kupiłem co się skończyło w domu. Bije mnie po głowie plecach ramieniu ciągnie za uszy lub szczypie w ramiona, czasem też kopie. Ostatnio pobiła mnie przy mojej mamie (która przyjechała się zająć nasza córka) z powodu tego ze nie u pilnowałem córki i się przewróciła (jej tłumaczenie było takie że byłem najbliżej). Żona powtarza ze mnie nie kocha i nie chce ze mną być. Sex nie uprawialismy od narodzin córki- zona nie ma ochoty.Staram się by dobrym ojcem i mężem. Z pracy wracam gotuje obiad sprzątam ale i tak cały czas słyszę ze jestem powolny. Czy to jest normalne? Co z tym zrobić? Nie wiem czy zona nie ma jakiejś choroby psychicznej, jest zła tylko dla mnie dla wszystkich innych osób jest serdeczna i miła. Na mnie się wyładowuje.

  24. sierota... 15 grudnia 2014 w 20:05 #

    Witam, mam problem, razem go w sumie mamy z moim chlopakiem. Jestesmy razem okolo 2 i pol roku. Nie jestesmy pelnoletni chociaz moj chlopak teraz na poczatku roku juz bedzie. Zaczelo sie od moich klamstw, najpierw nkewinnym i drobnych, takich jak liczba chlopakow ktorych mialam przed nim, balam sie ze go strace jak sie dowie, glupie, wiem… potem bylo powazniejsze, bo zaangazowalam kolege do tego klamstwa zeby potwierdzil moja wersje, a chodzilo o to ze tamten kolega pocalowal mnie w policzek i teraz wiem ze gdybym powiedziala o tym od razu to by nic sie nie stalo. Zawiodlam go tak kilka krotnie, potem wyniknal incydent z naszym wspolzyciem, nie bylo blony na co zareagowal ze nie byl moim pierwszym i ze napewno klamie (dodam jeszcze ze to bylo po 9 miesiacach jak bylismy razem i ciagnie sie do dzis dnia) jest na punkcie seksu bardzo wrazliwy. Potem wyszlo na jaw (co tez przed nim ukrywalam) ze wczesniej moich 2 poprzednich chlopakow … ,,sprawdzalo palcami gdzie mam punkt G” bardzo sie na mnie o to zdenerwowal i sie rozstalismy przez to po 2 latach. Teraz przez miesiace zawiodlam sie na przyjaciolce ktora chciala z nim uprawiac seks ”bo przeciez nie jestesmy razem” a doskonale wiedziala ze probuje naprawic swoj blad i chce go odzyskac. W koncu mi sie udalo, kochamy sie bardzo a od przyjaciolki sie odcielismy najbardziej jak tylko moglismy.
    Niestety on nie ma teraz do mnie wogole zaufania. Bardzo szybko sie denerwuje przez co sa klotnie prawie codziennie. Doszlo do tego ze uwaza ze jestem dziwka bo kilka razy zdazylo sie ze od niego nie odebralam lub nie odpisalam mu od razu i napewno w tym czasie sie piepr*e z kims. Dodam ze moi rodzice sie zdradzali o czym on wie ale sa ze soba. Do tego nie pomagaja nam, bo uwazaja ze on nie jest dla mnie odpowiedni. Bardzo mnie to boli bo teraz zostalam sama, jesli sie klocimy to placze w poduszke i nie mam z kim porozmawiac.
    Podczas klotni jesli mam odmienne zdanie niz on (czyli np ze nie jestem dziwka) to go rozwsciecza, wyzywa mnie, dochodzi czesto do podnoszenia reki, choc nie zawsze. Dowody juz mu nie wystarczaja, dla niego na 100% nia jestem i tyle. Wyrzuca mi ciagle podczas klotni ze on tyle dla mnie zrobil, tyle mi wybaczyl, a ja co, wszystko zawsze zle i zawsze go denerwuje i ze to wszystko jest przeze mnie. Czasem juz mam go dosc, gdy sie rozlacza to mowie sama do siebie ”a spieprzaj” i zaczynam plakac. Nie wiem co mam robic, gdy proponuje mu psychologa bo sobie nie radzi z nerwami slysze ze osoba ktora go do tegp doprowadzila nke bedzie mu teraz radzic co ma robic… to prawda, wczesniej taki nie byl, ale uwazam ze nie wszystko jest moja wina. Nie wiem jak mam mu udowadniac jeszcze ze nie jestem dziwka i ze go kocham. Staram sie robic wszystko zeby nie bylo z jego strony zadnych podejrzen, nosze telefon przy sobie wszedzie zeby odbierac i pisac zawsze, pisze mu o wszystkim co robie i gdzke z kim wychodze. (ewentualnie zakupy z mama albo do babci, bo nie mam takich kolezanek. Znajomych mamy wspolnych z ktorymi czasem umowimy sie w piatek na piwo) a mimo to i tak sie na mnie denerwuje i wszystko jest moja wina bo moglam wtedy nke klamac… :(
    On wyznaje zasade ze jemu wolno wszystko, a mi nic… ”nie mam prawa po tym co mu zrobilam”.
    Jak ja mam do niego trafic ? Kocham go i niejednokrotnie mu to powtarzam taka jak i to ze chce cos zmienic i nie chce tak zyc.
    Mam metlik w glowie :(

  25. Natalia 18 grudnia 2014 w 11:52 #

    Witam!
    Mam problem z przemocą w związku. Zdarzyło się to już trzeci raz. Jestem z moim narzeczonym 5 lat. Zawsze były kłótnie – większe lub mniejsze, wyzwiska z obu stron, potem przepraszanie i wielkie obietnice. Do czasu, kiedy w ferworze kłótni, sprowokowana, uderzyłam go. A on mi oddał mimo ze jest większy i silniejszy i nie jest osobą agresywną. Sytuacja powtórzyła się 3 razy, za każdym razem mi oddał mimo, ze po 1 i po 2 razie obiecywał, że jeśli go uderzę to wyjdzie i trzaśnie drzwiami ale nie zrobi mi krzywdy. Wiem, że to po dużej części jest moja wina. Ale prosiłam go, tłumaczylam, ze mam takie a nie inne wybuchy złych emocji, czego sie wstydzę i próbuję walczyć ale czasem się nie udaje, że to, że mi odda wcale niczego nie naprawi a wręcz odwrotnie. Ale on stal sie dla mnie katem. Nie wiem co mam robić, bo planujemy ślub. ogólnie miedzy nami jest cudownie, jesteśmy wciąż zakochani, zgadzamy się w wielu sprawach, on jest dla mnie bardzo dobry, jest dobrym materiałem na męża i dobrym człowiekiem. Niestety te klótnie są bardzo wybuchowe i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Wcześniej również były wybuchowe ale nie dochodziło do rękoczynów. Czy jest sens ten związek ciągnąć? Z człowiekiem, z którym czuje się, że wszystko jest idealnie? Ale jednak przemoc jest? Czy to ja mam problem czy On również? Czy agresję można leczyć? Jak? Czy iść na terapię? Czego się na niej spodziewać? Bardzo proszę o poradę bo naprawdę nie wiem co robić.

  26. emka234 20 grudnia 2014 w 15:09 #

    BŁAGAM POMÓŻCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Prosze o pomoc bo sama niejestem w stanie sobie poradic.zaczne od tego ze w zwiazku jestem z mezem od11lat a małzenstwem od 7 lat.mamy dwoje dzieci w wieku 4 i 2.5 roku.półtora miesiaca temu odeszłam od meza,pod jego nieobecnosc wyprowadziłam sie z domu.powiedziałam ze chce rozwodu.przyczyna tego było wieloletnie znecanie sie nademna psychiczne jak i fizyczne.zdarzało sie bicie,uderzanie moja głowa o sciane a raz nawet duszenie….zawsze słyszałam ze to moja wina bo cos zrobiłam lub powiedziałam nietak.wierzyłam w to przez te wszystkie lata i w to ze bez niego bede nikim bo to on utrzymywał rodzine.zawsze słyszałam ze nikt mnie niezechce bo mam dwoje dzieci…mam juz dosc chce to zmienic bo nie chce zeby tak wygladało moje życie.mam 28 lat i jeszcze mogłabym je jakos ułozyc.problem w tym ze ja chyba nadal cos do niego czuje.tesknie za dobrymi chwilami.moze to tylko przyzzwyczajenie.niewiem.na swieta jade z dziecmi do jego rodziny bo chłopcy tesknia za tata coc nigdy niebył przykładnym ojcem a awantury odbywały sie przy nich.on jest załamany ze odeszłam,mówi ze sie zmienił przez te półtora miesiaca.ze wie co stracił ,został sam i ze nigdy wiecej niezrobi nic złego.ze zadba o mnie i o dzieci.płacze i błaga o ostatnia szanse(choc dawałam ich juz bardzo wiele)prosze powiedzcie mi czy taki człowiek moze sie zmienic?znacie takie przypadki?jestem załamana…u młodszego synka podejrzewaja autyzm,byc moze badzie potrzeba duzo pieniedzy na lekarzy i pomoc dla niego a ja niejestem mu w stanie tego zagwarantowac.wiem ze jesli sie zejdziemy to bedziemy mieli na to pieniadze bo on dobrze zarabia i jest w stanie wrucic do poprzedniej pracy w kazdej chwili(po tym jak odeszłam zostawił prace i zyje na garnuszku rodziców wiec mi tez niepomoze finansowo)mam straszny metl;ik w głowie.błagam pomózcie bo niemam siły na walke z nim i soba samą……….

Dodaj komentarz

Zaprojektowane przez Klienter.pl

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rodzice mojego chłopaka nie uważają go za dorosłego, choć ma 22 lata

Zwracam się do Pani z wielkim (dla mnie) problemem. Dotyczy on rodziców mojego chłopaka, który jest niestety jedynakiem. Otóż od...

Zamknij